Podziwiam Cię, że dajesz radę…

“…podziwiam Cię, że dajesz radę. Ja bym tak nie mogła. Jak to wytrzymujesz??…” To słowa które mocno utkwiły mi w pamięci. Mimo, że od dnia opuszczenia szpitala minęło już sporo czasu do dziś sprawiają, że przechodzi mnie dreszcz na myśl o tamtych wspomnieniach. Te słowa, wcale nie przynosiły mi otuchy. W pewnym momencie miałam wrażenie, że odbierają mi siły by walczyć o moje marzenie. Wiem, że w większości przypadków nie miały na celu mnie zasmucić. Choć muszę, Wam się przyznać, że zdarzały się osoby które będąc ze mną bardzo krótki czas potrafiły doprowadzić mnie do łez z bezsilności. Każdy dzień wyglądał tak samo. Ludzie przychodzili, odchodzili. Ich historie różnie się kończyły, choć raczej powinnam napisać, że różnie się zaczynały. Bo moment oczekiwania dziecka zawsze zmienia nasze życie. Nie zawsze szczęśliwie.

Próbowałam każdego dnia , nie dopuszczać do siebie złych myśli. Starałam się nie układać w głowie scenariusza jak to będzie i czy w ogóle będzie dobrze. Pytania “jak Ty dajesz radę, ja jestem tu tylko dwa dni i już nie mogę…” starałam się jak najszybciej pomijać, nawiązując nowe znajomości. Uśmiech, zmiana tematu zazwyczaj dawały radę. Pomagały utrzymać mi w ryzach moje emocje, które czasem gdy nikt nie widział dawały mi nieźle w kość.

Ciąża – chyba najpiękniejszy czas dla kobiety dla mnie był to chyba najtrudniejszy okres w życiu. Dopiero teraz mogę o tym po prostu mówić. Całą ciążę starałam się nie rozsypać na milion małych kawałków. Z obawy, strachu… Lęku jak rozpocznę swoją historię.

Każda kobieta, której ciąża jest zagrożona zna dobrze uczucie niepewności każdej mijającej chwili. Ja starałam się zbudować wokół siebie fortecę obojętności na wszystkie negatywne wiadomości jakie w tym czasie bombardowały mnie z każdej strony.

Pamiętam jak pod koniec ciąży, położna szukająca mi kolejnego miejsca na wenflon, miała łzy w oczach mówiąc, że podziwia mnie za ten spokój. To był czas w którym zrozumiałam, że poza spokojem nic innego mi nie pomoże. Musiałam pogodzić się z faktem, że w tym momencie ktoś inny jest ważniejszy ode mnie. Nie liczył się już mój ogromny strach przed igłami, moja niewygoda, gdy w ogromnym upale leżałam przykuta do łóżka i kroplówek… Brak intymności, bo ciągle ktoś kręcił się wokół mojego szpitalnego łóżka, samotność gdy moi bliscy nie mogli być razem ze mną. Nic wtedy nie było tak ważne, jak to by dotrwać do momentu w którym ten mały człowiek miałby szansę na cudowne życie. Trzymałam się każdego dnia tej myśli. Przecież , te dni, tygodnie, a jak się później okazało miesiące nie miałyby żadnego znaczenia względem całego życia w którym ta mała istotka miałby swoje miejsce uzupełniając naszą rodzinę w ten najważniejszy sposób:)

Gdybym miała to wszystko przeżyć jeszcze raz w zamian za to co mam teraz, bez zastanowienia zdecydowałabym się na to.

Szpital nie jest wymarzonym miejscem na oczekiwanie dziecka. To wyjątkowy i piękny czas. Ale jak to mówią “jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma..”.

Jestem dumna z siebie, że znalazłam w sobie na tyle siły i wiary, że mimo wielu momentów w których byłam bliska załamania to dałam radę. Życie odwdzięczyło mi się za to stokroć bardziej niż myślałam. Dostałam w prezencie cudownego syna, ale też zobaczyłam jak wspaniałych mam przyjaciół wokół siebie.

Pamiętajcie, by nigdy się nie poddawać. Nawet jeśli wszystko wkoło zaczyna się sypać. Nie poddawajcie się, bo to najlepsza decyzja jaką możecie podjąć w dążeniu do marzeń. Moim było dziecko. Jestem wdzięczna losowi za to, że sprawił że jestem silniejsza niż byłam wcześniej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.